Autor:

2017-03-17, Aktualizacja: 2017-03-24 12:10

Marek Dyjak: Trochę znormalniałem. A może się starzeję?

- Staram się żyć w cieniu - mówi Marek Dyjak, który powraca z nową, niezwykle mocną płytą. Nie brak na niej smutków, rozliczenia z przeszłością, a także gorzkiego komentarza dotyczącego świata. Z artystą rozmawiamy o niezwykłej sile piosenek, zaufaniu publiczności, a także raperach, których Dyjak uważa za "sól ziemi".

Marek Dyjak, kompozytor i piosenkarz balansujący na granicy jazzu i poezji śpiewanej. Do tej pory wydał dziesięć albumów. Ostatni z nich - "Pierwszy Śnieg" - został wydany na początku 2017 roku. W swojej twórczości Dyjak porusza trudne tematy, jak przyznają fani, jest w nich żółć, krew i łzy. W życiu borykał się z problemem alkoholowym. Przeżył także próbę samobójczą. Teraz powraca z nowymi utworami, w których rozlicza się z dotychczasowym życiem.

Mam wrażenie, że pana płyta „Pierwszy Śnieg” jest – wbrew pozorom – optymistyczna. Szczególnie, jeżeli porównamy ją z poprzednimi albumami.

Być może coś w tym jest. Pojawiają się tam pewnego rodzaju zabiegi muzyczne, które mają rozjaśnić to, co robię.


Autor: Paweł Lacheta

Czy to nie jest tak, że po pierwszym śniegu czekamy na wiosnę?

Nie. „Pierwszy śnieg” to jest stan, w którym znajduje się człowiek na przykład, gdy wygląda przez okno i zaczyna padać pierwszy śnieg. To specyficzna melancholia, występująca tylko w tym momencie.

Czy to jest zły stan?

Ja nie śpiewam o żadnym złym stanie. To stan przełamania, głębokiej melancholii. Pojawia się na pewno u facetów po czterdziestce.

Pan próbuje się tą płytą rozliczyć?

No pewnie, musiałem się zacząć jakoś rozliczać. To jest już moja dziesiąta płyta. Różnie w życiu bywało, mam wrażenie, że zatoczyłem pewien krąg. Przede wszystkim w piosence „Miejsca, przedmioty, kształty, drzwi” rozliczam się z przeszłością.



Śpiewa pan: „tylko w pamięci drwiły zeń | miejsca przedmioty kształty drzwi |
których nie strawi żaden żar | jak zęba ból wciąż będą ćmić”…


…pewnych rzeczy nie da się zapomnieć.

… z drugiej strony ma pan swój dom, swoją kanapę. To czas stabilizacji?

Mała stabilizacja. Na płycie jest też taka piosenka, gdzie śpiewam: „Znów wzywa mnie marsz”.
Mimo że żyję w związku, pracuję dla dużej firmy, mam swój dom, to piosenka o tym, że jeszcze czasem marzy mi się powrót do czasów, kiedy byłem dwudziestoparoletnim bitnikiem.


Czuje się pan osobą darzoną szczególnym zaufaniem? Słyszałem, że po koncertach przychodzą do pana fani i dzielą się wspomnieniami.

Przychodzą osoby, które mają podobne doświadczenia do moich. Często z nimi rozmawiam. Zależy mi na ich zdaniu. To są ludzie, do których kieruję swoje piosenki. Pan wyczuwa w tym nutę optymizmu – może tak jest – ale ja jestem Dyjakiem, nie kontroluję tego. To nie jest tak, że coś reżyseruję. Przychodzi dla mnie czas na piosenkę, interpretuję ją i wykonuję.

Piosenki na tej płycie nie są pana autorstwa, ale one są bardzo mocno przez pana „przetrawione”.

Te pieśni są bliskie mojemu sercu. Śpiewam w zasadzie tylko rzeczy, które "współrozumiem", współodczuwam z poetą.

Nie chce się pan odnosić do sytuacji społeczno-politycznych? Słyszałem, że miał pan dość tych wszystkich programów i chciał wyrzucić przez okno telewizor.

Myślałem o tym wielokrotnie. Poza tym, wyobraża pan sobie mnie mówiącego o polityce? Przecież to byłaby farsa. Nie wypowiadam się w ogóle na ten temat. Jeżeli ten świat jest coraz smutniejszy – jak twierdzą niektórzy – to będę miał więcej publiczności.


Autor: Paweł Lacheta

To według pana lepiej ten telewizor wyrzucić?

Wie pan co, ja poza koncertami, poza pracą, mam dosyć swobodny czas. Czasem oglądam pewne rzeczy w telewizji. Ten świat jest kolorowy, wszędzie straszy, krzyczy. Cała demagogia, której towarzyszy telewizja… (cisza) Któregoś dnia pewnie wyrzucę ten telewizor.

Brakuje panu w telewizji optymizmu?

Nie, nie. Ja jestem raczej dość ciemną postacią. Dla mnie w porządku jest półświatło, które sobie robię sam, w domu. Nie uczestniczę społecznie i politycznie. Omijam takie sytuacje szerokim łukiem.

W recenzjach pana płyty często pojawia się stwierdzenie, że pan złagodniał…

No tak, bo ja trochę znormalniałem. A może się starzeję? Lata lecą, człowiek w pewnym wieku normalnieje. Stałem się trochę spokojniejszy. Kiedyś w większej liczbie piosenek krzyczałem. Teraz jestem bardziej liryczny.

Dla mnie bardzo wzruszająca jest piosenka, która jest hołdem dla pana zmarłej matki.

Każdy facet ma ten sam problem. Kiedy żyje mama, to się bardzo o nią martwimy. Gdy odejdzie, to robi się jakiś wyłom w sercu. Coś pęka. Czujemy się osieroceni.

Pan pokazuje, że męskie łzy – nawet u najtwardszego faceta – to coś normalnego.

Pewnie, że tak. Chodzi o to, żeby być wrażliwym na ludzkie cierpienie, na obecność w świecie ludzi. Jak człowiek jest wyczulony na smutki, wtedy okazuje się bardziej ludzki.
Jeżeli na zimno patrzymy na czyjeś cierpienie, imputujemy sobie możliwość zaprzyjaźnienia się z tą osobą. Lepiej zaprzyjaźnić się z człowiekiem, gdy on cierpi, a nie gdy jest na szczycie.


Myśli pan, że wrażliwość przeszkadza w życiu?

Czasem tak. Chociaż ja chciałbym być jeszcze bardziej wrażliwy. To jest jedyny korytarz, dzięki któremu czasem uważam, że czuję się lepszy, bardziej wartościowy. Nie kolekcjonuję pochwał, raczej staram się żyć w cieniu i walczyć ze sobą, a także o siebie. Dążę do tego, żeby być lepszym człowiekiem dla innych.

Pana piosenki mogą być formą muzykoterapii?

Ludzie chcą wiedzieć, że ktoś inny też cierpi z podobnego powodu. Piosenki określają byt takiego człowieka. Jest nas dość dużo – ludzi, którzy dosyć smutno postrzegają ten świat. Ja nie mam publiczności mainstreamowej, nie wychodzę na "wybieg". Śpiewam w teatrach, małych klubach. To bardzo intymne relacje. Mam bardzo przyjacielskie relacje z widownią. W każdym czasie to ludzie najbliżsi powodowali, że dalej śpiewałem.

Ostatnia piosenka: „Jeżeli chcesz”…

...to też jest forma zaproszenia do życia. To jest o relacjach damsko-męskich. Chodzi mi tylko o miłość. To jest dla mnie temat!



Utwór „Człowiek – Złota Ryba” śpiewał pan z raperem Włodim. Co pan sądzi o takim połączeniu?

Wiele razy śpiewałem z raperami. Kiedyś organizowano wieczory autorskie, a dzisiaj prawdziwymi poetami są raperzy. To jest sól polskiej ziemi i tego rynku.


Chodzi o teksty czy bezkompromisowość?

O teksty i styl. Oni dążą do prawdy.

Też są czasem typami spod ciemnej gwiazdy.

Mogą być, ale nie muszą. Czasem typami spod ciemnej gwiazdy są ludzie z pierwszych stron gazet. Człowiek, który para się muzyką, jest w pewnym sensie skazany na wewnętrzną dobroć.
Mówi się, że jeśli ktoś śpiewa, to modli się podwójnie, że to człowiek o wielkim sercu. Sztuka zmienia nas w lepszych ludzi.


Rozmawiał Piotr Wróblewski, dziennikarz warszawa.naszemiasto.pl

Tytuł: Pierwszy Śnieg
Autor: Marek Dyjak
Wydawnictwo: Kayax




Autor: mat. pras.

Zdjęcie główne, autor: Wojciech Kornet

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!