Autor: Sonia Tulczyńska

2016-11-18, Aktualizacja: 2017-01-23 10:57

Pin Up Candy: Na scenie myślę o seksie

Możecie kojarzyć ją z programu telewizyjnego "Mam talent", gdzie pojawiła się w kieliszku od szampana. Od tego czasu u Pin Up Candy jednak wiele się zmieniło, a świadoma siebie i swojego ciała artystka daje także porządną lekcję innym. Z mistrzynią burleski rozmawialiśmy o jeździe do pracy stylowym karawanem pogrzebowym, seksownych strojach i pewności siebie na scenie.

Pin Up Candy założyła swój blog w 2009 roku. Po raz pierwszy pojawiła się na scenie w 2010 roku i był to pokaz, który zapoczątkował burleskę w Polsce. Na swoim koncie ma występy podczas wielu festiwali, m.in. Paris Burlesque Festival czy Vienna Boylesque Festival (z Conchitą Wurst w 2014 roku). Poza tym występowała w Szwajcarii, Chorwacji, Anglii… Na co dzień zajmuje się produkcją wydarzeń związanych z burleską, takich jak: Burlesque Nights, Rewia Burleski, Dark Gospel Burlesque Show czy Imperium Burleski. Brała udział w programach telewizyjnych takich, jak: "Ugotowani" i Sylwester TVN. Jest półfinalistką programu "Mam talent" i bohaterką dokumentu “Miasto lalek”.


© Szymon Starnawski



Nieźle wyglądasz. Na żywo jeszcze lepiej niż w telewizji.

Dzisiaj wcielam się w postać Elwiry - Władczyni Ciemności. To taki alternatywny film z lat 90., a Elwira, to autentyczna postać, która prowadziła program telewizyjny w USA o starych horrorach... Burleska szuka inspiracji w różnych miejscach.


Z wykształcenia jesteś politologiem, a już od sześciu lat piszesz bloga. Skąd pomysł na pisanie? I ta systematyczność...

Blog zmienił wszystko. Zaczęłam się interesować zupełnie inną modą. Nazywam to "modą dojrzałej kobiecości". Jako studentka chciałam chodzić w marynarkach, być bardzo poważna, ale jednak zawsze wystawałam poza ramy. Nawet, jak później chodziłam do pracy w korporacji, to koleżanki mnie nienawidziły, bo zakładałam pończochy, szpilki i elegancką sukienkę. Nie byłam typową dziewczyną z biura, jak one. Nie chodziłam w jeansach i podkoszulku - ten unisex w ubiorze mi nie odpowiadał, dlatego szukałam czegoś innego.

© Szymon Starnawski



Przełom nadszedł po odkryciu mody lat 50. i stylu pin-up. Zaczęłam podkreślać talię i różne inne moje atuty, robiłam mocniejszy makijaż i odnalazłam się w tym. A z modą przyszła też pasja do innych rzeczy. Poza tym od siódmego roku życia tańczyłam w zespole piosenki i tańca Pędziwiatry z Łodzi. A w momencie, kiedy połączysz dwie swoje pasje – taniec i modę vintage, retro i gorsety – wychodzi z tego burleska. Zaczęłam oglądać filmy na Youtubie i stamtąd czerpałam inspiracje, bo w Polsce tego nie było. I tak narodziło się moje marzenie, czyli pokaz burleski w kieliszku szampana.


© Szymon Starnawski



Mogliśmy go oglądać w popularnym talent show "Mam talent". Skąd taka decyzja?

Decyzja była bardzo trudna. Burleska nadaje się do małych, zadymionych teatrów, knajpek, z dobrym i profesjonalnym oświetleniem. A obnażenie się w telewizji jest bardzo trudne. Tym bardziej, że nigdy nie wiadomo, czy dostaniesz te trzy razy "tak".

Wrócę do czasów, kiedy przychodziłam do domu o godz. 17. po pracy w biurze i najpierw płakałam, a potem zaczynałam normalnie żyć. Aż w końcu podjęłam decyzję o porzuceniu takiego schematu i zajęciu się profesjonalnie burleską. A wraz z nią nadszedł czas na myślenie o promocji tej sztuki w Polsce. Dlatego odważyłam się na program.

Opłaciło się?

Byłam zdziwiona, że Agustin Egurrola tak miło mnie przyjął. Mimo że burleska to raczej performance a nie taniec, to bardzo liczyłam się z jego zdaniem. Udało mi się trafić do półfinału, gdzie pokazałam romantyczny, kontrowersyjny występ i... piersi.





Jednak pod filmikiem z Twojego występu, zamieszczonym w sieci, pojawiło się sporo komentarzy, także negatywnych. Jak radzisz sobie z hejtem? Uwielbiam go! Staram się z komentarzy wyciągnąć coś konstruktywnego. Nie można traktować ludzi jak debili! Szanuję drugą stronę i tych, którzy nie odbierają na tych samych falach, co ja. Mogą lubić inną estetykę i możliwe, że burleska nie jest dla nich. Żyjemy w kraju, gdzie mamy 40 milionów osób i na pewno burleska znajdzie w nim swojego odbiorcę. Dlatego organizuję regularne występy. A przecież ta sztuka może mieć wiele twarzy – klasyczną, rockową, fetyszową, cyrkową...


© Szymon Starnawski



I czasem służy nagłaśnianiu politycznych spraw. Ty polityki unikasz. Dlaczego?

Nie uważam, że to jest miejsce na wyrażanie swoich poglądów politycznych. Zawsze istniała rozrywka i ludzie przychodzą na moje występy, bo może właśnie chcą uciec od tego, co podawane jest w medialnych informacjach... Bo może chcą po prostu wybrać się z gdzieś ze swoją drugą połówką i dobrze bawić.
Sztuka to wentyl bezpieczeństwa, oczywiście trzeba poruszać w niej też ważne tematy, ale nie jestem zwolenniczką używania godła jako pasties (naklejek na sutki). Tu istnieje dla mnie bardzo wyraźna granica.


Jestem kobietą politycznie świadomą, natomiast na scenie jestem artystką, która musi przekonać do siebie wszystkich, obojętnie, czy są politycznie z prawej czy lewej strony. A ja chcę, żeby cała Polska pokochała burleskę!


© Szymon Starnawski



A boyleska? Byłaś na takim występie? Jak go oceniasz?

U mnie boyleska była znacznie wcześniej niż w innych miejscach w Warszawie. Współpracuję z pierwszym performerem w Polsce – Jimmym Bottlem, który zajmuje się boyleską dla kobiet. Co jest istotne, bo w tym środowisku działa wiele osób o innej orientacji seksualnej, a nie można boyleski zamykać wyłącznie w środowisku LGBT [tłum. z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender]. Boyleska może być także skierowana do kobiet i może być komiczna. Oczywiście różni się od chippendalesowania. Jest o wiele bardziej artystyczna i ciekawa. Poza tym, z tego co wiem, panie lubią facetów... z brzuszkiem.


© Szymon Starnawski



Prowadzisz specjalne statystyki?

Oceniam to po liczbie par majtek, które znajduję na scenie po występie. Na niektórych są nawet wpisane numery telefonów... (śmiech)

A skąd czerpiesz pewność siebie, kiedy występujesz? Jak pozbywasz się wstydu?

Żeby wejść na burleskową scenę, trzeba być ze sobą całkowicie pogodzonym. W końcu sprzedaje się tam świadomą kobiecość i pewność siebie. Czasami nie jest istotny sposób przekazu, a sama myśl. Istotne jest to, co mam w sobie.

Uwielbiam naturalne kobiety, które są pewne siebie. Może nie urodziły się z idealnym biustem czy pupą, ale wiedzą, po co jest ten biust i po co jest ta pupa. Nie ukrywają tego pod rozciągniętym swetrem, tylko mają świadomość swoich atutów i są w stanie z nimi żyć.


A o czym myślisz występując na scenie?

Mogę to powiedzieć?

No jasne.

O seksie.

Serio?

Serio. Dlatego, że moje pokazy są bardzo ponętne. Jeśli ja będę się czuła seksownie, to wy również. Nie ukrywam, że moje pokazy mnie podniecają.


© Szymon Starnawski



Czyli mogłabyś występować sama dla siebie.

Nigdy! Widownia jest nieodzowna. Moje podniecenie przekłada się na osoby, które na mnie patrzą, bo wtedy jestem przekonująca. Jeśli chcę pokazać tę nutkę erotyzmu, to sama muszę się tak czuć. I obojętnie, czy mam rozmiar piersi A, B, C czy D – to jest kwestia dobrego kostiumu i tyle. Muszę akceptować swoje ciało. I taka jest moja burleska.

Wiem też, że pasja przekłada się u Ciebie na inne sfery. Kolekcjonujesz np. stare samochody. Klasyki.

Nie liczę już nawet, ile ich mam. Jest ich faktycznie sporo. Oczywiście mam też normalne auta, którymi jeżdżę do pracy, ale jeśli chodzi o moją pasję, to uwielbiam fordy. Do niedawna jeździłam na pokazy karawanem pogrzebowym. To świetny samochód, w którym mieści się wszystko i najczęściej ma bardzo dobry silnik. Natomiast te fordy, które ja posiadam, są z przełomu lat 60./70. w kolorze czarnym, matowym. Przy okazji dziękuję moim znajomym, w których garażach mogę je trzymać.


© Szymon Starnawski



Prowadzisz warsztaty, na których uczysz burleski. Kto z nich korzysta?

Najczęściej przychodzą panie po 40-tce, które chcą odnaleźć drugą młodość. A ja kocham pracę z takimi kobietami, bo one chcą realizować siebie. Nie chcą już być kurami domowymi, mają dorosłe dzieci i szukają czegoś nowego w gorsetach, rękawiczkach i pończochach. A jak już pomyślisz o sobie, to pomyślisz o burlesce, bo ona jest bardzo egoistyczna.

Ile to kosztuje?

Cena zależy od rodzaju warsztatów, a także od tego, gdzie się odbywają. Zazwyczaj robię trzygodzinne warsztaty, gdzie uczę akceptacji własnego ciała i tworzę krótką choreografię, w której kursantki uczą się swojego ciała. Dzięki temu można zobaczyć swoje możliwości i zacząć myśleć o swoim ciele jak o narzędziu scenicznym. Ceny są różne, ale dostępne dla wszystkich.

Powiedz coś więcej o Twoich pomysłach na siebie na scenie.

Każdy mój charakter jest budowany z czasem. Czasami zrobienie pokazu zajmuje mi miesiąc, czasami pół roku albo rok. Pewne jest to, że muszę się poczuć w danej postaci. Dziś przedstawiam Królewnę Śnieżkę w zupełnie innym wydaniu i specjalnie po to oglądałam masę filmów, w których obserwowałam ruchy rąk i twarzy disneyowskich postaci.


© Szymon Starnawski



A kto odpowiada za Twój wizerunek?

Makijaż i fryzury robię sama. Najlepiej opanowałam swoją twarz i włosy, poza tym nie mogę się blokować wizytą u fryzjera, kiedy wyjeżdżam do innych miast. Na swoim blogu też zamieszczam tutoriale, jak zrobić sobie kreację pin-up. W pielęgnacji paznokci pomaga mi Akademia Urody Sabiny Jabłońskiej z Pruszkowa. Specjalnie na Halloween miałam przygotowane czarne paznokcie z pajęczynami. Ale co istotne - zawsze stosuję półksiężyce, które były modne w latach 30. i 40. Dlaczego? Wówczas lakiery były uważane za bardzo kontrowersyjne, ale grzeczne dziewczyny też chciały być modne, więc przyjęło się, że jeśli paznokcie są niedomalowane do końca – to "ty jesteś tą przyzwoitą dziewczynką".

A stroje?

Są projektowane specjalnie dla mnie. Mam osoby, które pomagają mi w projektowaniu i szyciu. Posiadam też zaprzyjaźnione studio Absynt, które szyje mi gorsety na miarę. W występach stawiam na szok. Mój kostium musi się świecić i przyciągać uwagę, dlatego moje kreacje bardzo dużo kosztują. Czasami koszta idą w dziesiątki tysięcy, bo za kilkaset złotych nie kupi się nawet piór do wachlarza...

I te wszystkie ciuchy trzymasz u siebie w szafie?

Mój dom wygląda jak teatralny backstage i to już zaczyna być problemem, ale czuję się bardzo emocjonalnie związana ze strojami i nie lubię się ich pozbywać. Tym bardziej, że zawsze coś się może znowu przydać. Na przykład czerwony gorset nieużywany przez kilka lat, będzie doskonały na walentynki.


© Szymon Starnawski



Na koniec chciałabym się zapytać, czy z burleską jest jak z modelingiem. Kiedy przychodzi pewien wiek, to nie można tego zawodu wykonywać?

Nie ma tu limitu wieku. Wszystko zależy od tego, jak się trzymamy i jak o siebie dbamy.
Jednak nie jest powiedziane, że kobieta po 40. roku życia będzie nieatrakcyjna. Ona może być jeszcze bardziej atrakcyjna, niż jak miała 20 lat. To wszystko jest w jej głowie. Nie zachęcam do botoksowania się, ale jeśli czujesz się z tym lepiej, to może to jest wyjście.


A Ty za dwadzieścia lat?

Zawsze powtarzam, że na starość będę kontrowersyjną panią, która będzie miała muzeum burleski.

Rozmawiała Sonia Tulczyńska, dziennikarka warszawa.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Szymon Starnawski

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

HGWdokądzmierzacie (gość)

Co wy włodarze promujecie tak nahalnie.
Kreaturkę zamtuzową? Co jeździ karawanem na imprezki, tożto "żywe zombie" Brawo autorka brawo portal- dobrze, że to nie moje miasto